Wyszukiwarka

Dodatkowo

counter by eliteria.pl webdesigncounter by eliteria.pl webdesigncounter by eliteria.pl webdesigncounter by eliteria.pl webdesigncounter by eliteria.pl webdesign
IP: 54.80.185.137 | Online: 3

WYKŁAD WYGŁOSZONY PRZEZ PROFESORA BRONISŁAWA ZIEMIANINA Z OKAZJI
PIĘĆDZIESIĘCIOLECIA PRACY ZAWODOWEJ

Znana maksyma Tacyta brzmi: „Im bardziej chore państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń”. Parafrazując tę maksymę, równie dobrze można powiedzieć: „Im więcej w państwie ustaw i rozporządzeń, tym bardziej chore państwo”. Problem leży jednak w tym, że nasi politycy nie wierzą w żadną z tych maksym, natomiast wierzą bezgranicznie w omnipotencję prawa, tworzą je więc bez ograniczeń.

Pęcznieją przeto dzienniki ustaw, zadrukowuje się tekstami prawnymi coraz więcej papieru, a efekt tego jest niewielki lub żaden, jakość ustaw jest bowiem bardzo niska, niektóre z nich zaś są zupełnie zbędne. Posłowie jednak się tym nie przejmują. Wyznają wszak zasadę: „Im więcej ustaw, tym większy powód do chwały, oznacza to bowiem, że sejm jest pracowity”. 
Czas już najwyższy, by posłowie zrozumieli, że prawo nie jest lekarstwem na wszystko, przeciwnie, jego nadmiar prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem, zwiększa koszty utrzymania aparatu państwowego, zmniejsza swobodę działania i kreatywność obywateli, premiuje konformizm, mnoży sprawy sądowe itp. Przy podejmowaniu poszczególnych decyzji prawotwórczych sejm powinien więc mieć na uwadze trafne ze wszech miar twierdzenie P.F. Druckera: „Jedną z ważnych decyzji jest niepodejmowanie żadnej decyzji”. Dobry lekarz – zdaniem tego myśliciela – nie wykonuje zbędnych operacji, skuteczny człowiek zaś nie podejmuje zbędnych decyzji („Myśli przewodnie Druckera”, Warszawa 2002). 


Skończyć z patologią


Prawo jest bez wątpienia ważnym regulatorem stosunków społecznych, nie jest jednak regulatorem jedynym. Istotną rolę w życiu społecznym odgrywają także normy pozaprawne (moralne, obyczajowe, religijne, techniczne, społeczne). Nie stoi wprawdzie za tymi normami przymus państwowy, ale są one zakorzenione głęboko w świadomości obywateli, mają więc dla nich dużą siłę motywacyjną. Nie mogą przeto być pomijane ani przy tworzeniu, ani przy stosowaniu prawa. Prawo stanowione przez sejm stoi jednak nierzadko w jawnej sprzeczności z normami pozaprawnymi. Stąd też nie cieszy się uznaniem społecznym i nie jest skuteczne.
Skuteczność prawa zależy nie tylko od jego treści, lecz także od autorytetu organu prawotwórczego. Sejm polski nie cieszy się dużym autorytetem. Wskazują na to liczne badania naukowe i sondaże socjologiczne. Przyczyny tego stanu rzeczy leżą głównie w niskim poziomie kwalifikacji zawodowych i moralnych znacznej grupy posłów, kryminalnej przeszłości wielu z nich, wadliwej organizacji pracy parlamentu. Patologia ta usunięta może być tylko przez zmianę ordynacji wyborczej do Sejmu oraz nowelizację regulaminu Sejmu.
Parlament powinien być miejscem dobrze zorganizowanej, twórczej i kulturalnej pracy posłów. Polski Sejm zaś nie spełnia tych wymagań. Posłowie nie zachowują należytej dyscypliny obrad, ich przemówienia nie zmierzają z reguły do rozwiązania problemu stojącego przed Sejmem, lecz są obliczone na osiągnięcie określonego efektu medialnego, nade wszystko zaś na zdyskredytowanie przeciwnika politycznego. Trudno się przeto dziwić, że prestiż Sejmu RP jest bardzo niski.
Jednym z warunków skuteczności prawa jest jego komunikatywność. Przepis prawa jest swego rodzaju komunikatem dla adresata normy prawnej, musi więc być tak zredagowany, by jego adresat wiedział, jak ma postępować, by nie narazić się na określoną sankcję. Polskie prawo jest mało komunikatywne. Dotyczy to zwłaszcza prawa podatkowego. źródłem patologii podatkowej jest częściej złe prawo, niż zła wola podatników.
Przyczyną złego prawa jest wadliwa procedura jego tworzenia. Przedkładane przez rząd projekty ustaw nie są przez Sejm przyjmowane lub odrzucane w całości, lecz podlegają generalnym przeróbkom w komisjach sejmowych oraz na plenarnych posiedzeniach Sejmu. Po takich przeróbkach z Sejmu wychodzi na ogół typowy bubel legislacyjny, sprzeczny wewnętrznie, niezharmonizowany należycie z przepisami innych ustaw, wymagający natychmiastowych zmian. Tę patologię można zlikwidować tylko przez ustalenie i konsekwentne stosowanie nowej procedury tworzenia prawa.
Wielkie kodyfikacje okresu międzywojennego (kodeks karny, kodeks zobowiązań, kodeks handlowy) przygotowane zostały przez wybitnych legislatorów, a następnie przyjęte w całości rozporządzeniami prezydenta, a nie ustawami sejmowymi. Posłowie nie mieli więc możliwości „poprawiania” projektów tych kodyfikacji. Może dlatego właśnie przez wiele lat uznawane one były za arcydzieła sztuki prawniczej. Tego zaś nie można, niestety, powiedzieć o późniejszych kodyfikacjach czy też o innych aktach prawnych, które uchwalił Sejm.

Partyjni szkodnicy

Istotne podniesienie poziomu prawotwórstwa sejmowego możliwe będzie dopiero wtedy, gdy redagowanie ustaw należeć będzie do eksperckich zespołów legislacyjnych, a nie do posłów, komisji sejmowych i Sejmu. Zadanie Sejmu powinno sprowadzać się do przyjęcia lub odrzucenia projektu ustawy w całości. Jeżeli Sejm widzi potrzebę dokonania w projekcie określonych poprawek, projekt powinien być zwrócony zespołowi legislacyjnemu wraz z określonymi sugestiami, natomiast nie powinien być przerabiany przez posłów. Prace legislacyjne wymagają bowiem wiedzy specjalnej, której posłowie na ogół nie mają. Nie powinni więc we własnym zakresie konstruować aktów prawnych ani ich przerabiać.
Daleko idących zmian wymagają też zasady korzystania przez Sejm z pomocy ekspertów. Ekspertami sejmowymi powinny być tylko osoby niezależne politycznie, wolne od dyscypliny partyjnej, legitymujące się wysokimi kwalifikacjami zawodowymi i moralnymi. Ustawy są aktami państwowymi, a nie wewnątrzpartyjnymi. Do ich tworzenia nie powinni więc być angażowani tzw. niezależni eksperci partyjni. W praktyce zaś ekspertami sejmowymi są najczęściej partyjni koledzy posłów. Wartość wydawanych przez nich opinii jest niewielka lub żadna.
Projekty ustaw powinny być oceniane nie przez ekspertów wskazywanych przez posłów, lecz ekspertów losowanych w Kancelarii Sejmu z list branżowych. Poza tym Sejm powinien zwracać się po opinie również do właściwych branżowo instytucji naukowych. Każdy projekt ustawy powinien być obligatoryjnie przekazywany do wszystkich uniwersyteckich wydziałów prawa, by mogły one, jeżeli uznają to za celowe, złożyć swoje opinie. Ważniejsze projekty ustaw powinny być poddawane pod dyskusję publiczną.
Troska o wysoką jakość prawa jest warunkiem koniecznym jego skuteczności, nie jest jednak warunkiem wystarczającym. Żadne prawo nie działa bowiem samoczynnie, musi ono być właściwie stosowane przez organy państwa, zwłaszcza zaś przez sądy. Doświadczeni prawnicy dobrze wiedzą, że nawet zła ustawa może być skuteczna, jeżeli będzie stosowana przez dobrego sędziego. Natomiast zły sędzia nie zrobi dobrego użytku nawet z najlepszej ustawy. Stąd też daleko idących zmian wymaga nie tylko procedura tworzenia prawa, lecz także procedura jego stosowania.

Sędziowie do ocen

Przede wszystkim od kandydatów na sędziów należy wymagać nie tylko znajomości prawa, lecz także wiedzy z innych dziedzin nauki, zwłaszcza ekonomii, teorii zarządzania, rachunkowości, socjologii, psychologii, sztuki prowadzenia negocjacji itp. Prawnik, który nie ma ogólniejszego wykształcenia, lecz zna jedynie normy prawne, jest w istocie biedną istotą, nie rozumie bowiem ludzi, których problemy ma rozstrzygać. Taki prawnik nigdy nie będzie dobrym sędzią. Jeżeli nim został, powinien szybko zmienić zawód dla dobra wymiaru sprawiedliwości.
Rzeczą niezmiernie ważną jest zniesienie absolutnej gwarancji stałego zatrudnienia sędziego. Sędzia, jak każdy inny pracownik państwowy, powinien podlegać okresowym ocenom z punktu widzenia poziomu kwalifikacji zawodowych i moralnych. Oceny takie mogłyby być dokonywane przez odpowiednie składy orzekające Sądu Najwyższego. Negatywna ocena kwalifikacji zawodowych lub moralnych sędziego powinna go eliminować z zawodu. Korzyści z jego zatrudnienia są bowiem niższe niż szkody, jakie może on wyrządzić państwu wadliwymi wyrokami.
Trzeba też przeciwstawiać się kategorycznie mitowi, jakoby krytyka wyroków sądowych godziła w niezawisłość sędziowską. Niezawisłość sędziowska i krytyka wyroków sądowych to dwie różne sprawy. Niezawisłość oznacza tylko tyle, że nikt nie może nakazać sędziemu, który rozstrzyga daną sprawę, by rozstrzygnął ją w określony sposób. Natomiast krytyka wyroku jest przewidziana w samych przepisach proceduralnych. Każda ze stron ma mianowicie prawo odwołać się od wyroku do sądu drugiej (czy nawet trzeciej) instancji i kwestionować zawarte w nim rozstrzygnięcie. Poza tym wyroki poddawane są krytyce w publikacjach naukowych oraz w glosach. Nie mogą one być wolne również od krytyki prasowej. Wbrew pozorom, z faktu, że wyroki prawomocne podlegają przymusowemu wykonaniu, wcale nie wynika, że nie wolno ich krytykować. Należy jedynie dbać o to, by krytyka miała charakter rzeczowy.

Bronisław Ziemianin
"Przegląd Uniwersytecki" nr 1-2, 2006, (162-163) ISSN 1427-4736 

Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego